Od czego się zaczęło?

Dwa stawy obok domu, były dla mnie dzieciaka morzami. Dziecięca wyobraźnia. Wydłubana z kory łódka. Pierwsze spotkanie z morzem to szkolna wycieczka ze wspaniałym pedagogiem i przyjacielem dzieci Kazimierzem Jaworskim ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Toruniu. Okręt wojenny muzeum ORP „Burza”. Stał przy kei w gdyńskim porcie. Wszystko było po raz pierwszy. Oszałamiające uczucie przestrzeni  oraz spacer plażą.

ORP „Burza” 1961r.

Następstwem „zakochania”  w morzu były książki. Jozefa Conrada, Karola Borcharda, oraz opisy rejsów morskich samotników żeglarek i żeglarzy.

Marzyłem ale nie wierzyłem, że kiedyś będę pływał na statku i miał tego morza całe 24 godziny na dobę.

Spełniło się w 1976 roku

Pamiętam do dzisiaj to uczucie, kiedy postawiłem pierwszy raz nogę na trapie tego statku. Zacumowany był na nabrzeżu „Chorzowskim” w Szczecinie. Nagle wszystkie problemy zniknęły. Zrealizowałem swój cel. Zarobić więcej, by mieć na mieszkanie oraz zobaczyć świat.

Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu.

Mark Twain

Moje „morskie opowieści” mam nadzieję, że nie będą nudne dla czytelnika. Przeplatane będą unikalnymi zdjęciami. Miałem to szczęście, że bywałem w ciekawych rejonach świata i spotkałem fantastycznych ludzi.

Często wspominam chwile spędzane na mostku pelengowym na najwyższym pokładzie statku. Wzrok sięgał do załamania się horyzontu. Co jest tam dalej? Ciekawość świata to cecha chętnych przygód odkrywców. By być takim odkrywcą, wspinałem się po szczeblach morskiej kariery aż po dyplom oficerski. Poznałem charakter pracy na polskich i obcych statkach.