„SEA DREAM”

(-) „Płyniemy północnym szlakiem, który miał być spokojny. Właśnie, miał być! Sztorm nie daje nam żyć. Nie sposób funkcjonować. Kucharz nic nie może ugotować. Jemy suche posiłki popijając herbatą.

Nagle radiooficer informuje, że odebrał sygnał S.O.S. Kapitan poleca zmianę kursu, tonie pełnomorski jacht kanadyjski z siedmioosobową załogą. „Sea Dream” to nazwa jachtu. Ratujemy załogę. Jacht pozostał w dryfie. Mogliśmy wziąć go na hol. No tak, ale kto by ten hol zaczepił w takich warunkach? Lepiej nie narażać życia. Załoga „Sea Dream” to bardzo fajni ludzie, pracownicy telewizji kanadyjskiej i biznesmeni.  Kapitan obarczył mnie opieką nad uratowanymi.

Kanadyjczycy byli zachwyceni naszym statkiem. Nie musieliśmy się wstydzić, na wyposażeniu mieliśmy basen, saunę, salę fizyczną, kinową, messy oficerską i załogową oraz palarnie. Część uratowanej załogi chciała z nami płynąć do Polski i potem wrócić do Kanady samolotem. Jednak pozostali bali się tej „komunistycznej” Polski. Po kilku dniach helikopter ochrony wybrzeża USA podjął ich z naszej burty.

 Byłem zadowolony, że mogłem z nimi mieć bezpośredni kontakt. Zdjęcie jachtu z podpisami załogi i podziękowaniem, było najlepszą nagrodą. Od jednego z członków załogi czapkę, którą mam do dziś i służy mi do biegania, kiedy jest chłodno. Zawsze jak ją zakładam przed oczami mam piękny jacht „Sea Dream” i jego roześmianą załogę. Zapamiętałem jeszcze jedno zdanie kapitana jachtu, kiedy w czasie rozmów powiedziałem, że trochę szkoda tego jachtu. ”Kaz, dopóki żyjesz, to wszystko można zrobić, naprawić, kupić, przeprosić. Dopóki żyjesz”. Święta racja kapitanie, życie jest najważniejsze.”.

Uratowanych Kanadyjczyków gościliśmy na naszym statku m/s „Studzianki” od 12 do 15 listopada 1980 roku.