m/s „Kapitan Ledóchowski”

Antoni Maria Józef Maksymilian Ledóchowski, właśc. Halka-Ledóchowski, pseud. „Antoś”, „Ledóch”, „Dziadek” herbu Szaława – hrabia, oficer austriackiej i polskiej marynarki wojennej i handlowej; nestor polskiego szkolnictwa morskiego, wykładowca w szkołach morskich w Tczewie, Gdyni i Szczecinie. Wikipedia

Data i miejsce urodzenia: 13 czerwca 1895, Hranice, Czechy

Data i miejsce śmierci: 22 sierpnia 1972, Szczecin

Zaczerpnięto z : Wikipedia.

Na początku mojej pracy na morzu, pływałem z wnukiem Kapitana Ledóchowskiego.

Statek Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie m/s” „Kapitan Ledóchowski”. Płyniemy na łowiska argentyńskie do rybaków. Były to statki łowcze takich armatorów: „Gryf” ze Szczecina, „Odra” ze Świnoujścia,” Dalmor” z Gdyni. Wieziemy dla nich prowiant, filmy na wymianę do statkowego kina oraz listy od rodzin. Zabieramy zmrożone ryby oraz mączkę rybną. Kapitan wzywa mnie i mówi, że trzeba by studentów trochę rozerwać i urządzić zawody. Organizuję im te zawody. Pierwsza konkurencja to wyścigi po schodach od maszynowni do mostku. Dział pokładowy jest najlepszy. Siłowanie na ręce, to konkurencja wygrana przez dział maszynowy. Strzelanie z wiatrówki, skoki z miejsca w dal. Dużo zabawy, nie przeszkadzał sztorm na Pacyfiku. Dopływają do nas małe statki łowcze. Następuje wymiana. Dopływa do nas statek-baza „Kaszuby”. Jest to prawdziwa fabryka. Zwiedzamy działy produkcji mączki rybnej, filetowania, puszkowania.

Technolog mówi mi o mentalności rybaków. Dla nich liczy się tylko praca, sen i znów praca. Postanowiłem spróbować zarazić rybaków sportem. Wyznaczyli reprezentację. Przegrywamy w przeciąganiu liny. Oni wygrali wszystkie konkurencje siłowe. Pozostał nam mecz hokejowy w ładowni. Wygrywamy! Wieczorem spotykamy się w sali kinowej statku-bazy. Częstują nas pyszną rybą i zimnym piwem.

Zawinięta w pergamin, jarzyny i podgrzana na przewodach z gorąca parą. Nigdy takiej nie jadłem.  

Jeszcze rzecz o studentach. W sali wykładowej, która mieściła się na pokładzie studenckim miałem swój ochmistrzowski magazynek. Były tam środki czystości. Jakie było moje zdziwienie, kiedy spacerując po porcie Cristobal – początek kanału panamskiego od Atlantyku – co jakiś czas natrafiałem na ulicznych handlarzy oferujących krem Nivea. Zastanowiło mnie to, skąd mają tyle kremu, w podobnym opakowaniu jaki ja miałem w magazynku. Po powrocie sprawdzam. Fakt kremu i środków czystości nie było!

Zaprosiłem starszych grup z działów: mechanicznego i pokładowego, co mi powiecie o kremie i innych środkach czystości pytam: -„ Poszły jak ciepłe bułki, trochę nam wstyd, ale panie ochmistrzu, odkupimy”.

Tak też się stało. Prosili o dyskrecję, zachowałem ją zachowałem do końca rejsu. Tacy są studenci, nie ma znaczenia czy są na lądzie, czy na morzu.