Historia pewnej fotografii.

Pan Kazimierz

Kiedy w latach 60-tych XX wieku rozgrywaliśmy mecze Chełmińska – Mokre, do głowy mi nie przyszło, że będę rozgrywał mecze międzynarodowe. Po za-cumowaniu m/s „Uniwersytet Wrocławski” w porcie Genua we Włoszech, pracownicy portu zaproponowali mecz piłkarski. Mieliśmy stroje, buty i czas. Kawalkada aut pod statkiem, na stadionie pompa: powitania, światła i kibice. Gram w pomocy, ostra gra, wyzywamy, kiedy coś nam nie wychodzi, oni „porka mizeria”! 2:0 w pierwszej połowie dla włoskiej drużyny. Walczymy, kibice wołają do nas: Lato, Gadocha, Boniek, Lubański! Jak to dobrze, że oni tego nie widzą. Przegrywamy 7:2. Smutek schodzi z nas we włoskich domach. Dużo pysznego jedzenia, wina i miłości do piłki nożnej.

Mój pierwszy rejs, statek m/s „Tobruk”. Stocznia Goeteborg w Szwecji. Nudzimy się. Kapitan zamawia nam mecz z pocztowcami. Na pięknym stadionie dostajemy lanie 5:0, plus jeden kontuzjowany mechanik jedzie do domu. Odbijamy to sobie na pracownikach Volvo. Wygraliśmy. Zaprosili nas do fabryki. Opłacało się wygrać i zobaczyć fabrykę.

Port Tampa na Florydzie w USA. m/s „Kopalnia Jastrzębie”, mój statek na którym byłem zamustrowany, zabierał kukurydzę do Gdyni. Obok nas stoi radziecki tankowiec. Gramy mecz. Klepisko, wyrysowaliśmy boisko, wolni od wacht siedzą na ziemi, tylko kapitan i politruk z radzieckiego statku mają krzesełka. Gra ostra. Cieśla okrętowy wyżywa się, fauluje. Mitygujemy go. Do przerwy remis. Kilka uwag kapitana i politruka do rosyjskich zawodników i przegrywamy. Po meczu cieszyliśmy się, że kucharz poszedł po drożdże na rosyjski statek. Wrócił po dwóch dniach zmęczony samogonem.

Smutno nam było, kiedy wracając z Japonii zacumowaliśmy w Vancouver w Kanadzie. W domu Polonii chcieliśmy zamówić mecz piłki nożnej, Polacy tam mieszkający odpowiedzieli nam, że oni to mogą grać, ale z II Reprezentacją Polski. Długo u nich nie gościliśmy.

Mile wspominam mecz z Polonią brazylijską w porcie Paranagua. Nas najbardziej interesowała piękniejsza część kibiców, mieszanina polsko – brazylijskiej krwi.

Mecz, który rozegrałem w afrykańskim porcie Freetown w Sierra Leone, przeszedł do historii załóg pływających. Był okres po mistrzostw świata w piłce nożnej, które odbywały się w Hiszpanii. Podczas postoju statku w tym porcie. Częstym gościem na statku był agent, który zachwycony ilością upominków, jakie otrzymał od kapitana, załatwił nam mecz piłki nożnej. Zaskakuje nas piękny stadion, kibice i piwo. Ale do czasu. Piwo zmieszane z afrykańskim powietrzem rozłożyło nas na łopatki. Przegrywamy 3:9. Następnego dnia uradowany agent przynosi kapitanowi gazetę. Napisano, że reprezentacja Polski przegrała z reprezentacją Freetown, która jest reprezentacją Sierra Leone!

Podczas pobytu Prezesa PZPN Kazimierza Górskiego w Toruniu opowiedziałem o marynarsko – piłkarskich przygodach, on wspomniał prowadzoną przez siebie reprezentację Polski.

Zakręciły się nam łzy w oczach, trenerowi z tęsknoty za tamtymi piłkarzami, mnie za morzem.Po latach coraz bardziej doceniam te cztery godziny rozmowy – tak naprawdę słuchania Pana Kazimierza

Fot. Lech Kamiński